Zatrzymaj się na chwilę.
Zamknij oczy.
Wdychaj powoli. Wydychaj.
I pozwól sobie zapamiętać ten zapach. Mokra trawa.
Dym z ognisk nad brzegiem rzeki ciężki, słodki, z nutą ziół, żywicy i czegoś pradawnego.
Woda pachnąca mułem, liliami wodnymi, nocą i tajemnicą ukrytą głęboko pod powierzchnią.
Powietrze gęste od ciepła lata, świerszczy i żaru bijącego od płomieni.
To właśnie Litha.
21 czerwca Koło Roku zatrzymuje się na chwilę w swoim najbardziej świetlistym punkcie.
Słońce osiąga zenit.
To najdłuższy dzień i najkrótsza noc w roku. Światło triumfuje, zanim zacznie powoli schodzić ku jesieni i ciemności.
Ale tej nocy nikt jeszcze o tym nie myśli.
To noc życia. Noc ognia. Noc, w której natura oddycha najmocniej.
To także Noc Kupały.
Noc, w której ogień spotyka wodę.
Noc, w której człowiek przypomina sobie, że również jest żywiołem.
Czujesz to już teraz. Słyszysz trzask drewna w ogniu. Czujesz wilgotną trawę pod bosymi stopami chłodną, śliską, żywą.
Gdzieś w oddali płynie rzeka. Nad wodą unoszą się iskry, śmiech, śpiew i coś jeszcze… coś, czego nie da się nazwać słowami, ale ciało rozpoznaje to natychmiast.
Nie byłeś tam tysiąc lat temu.
A jednak pamiętasz.
Nie jest to wspomnienie konkretnego życia.
To pamięć starsza niż historia osobista.
Pamięć zakorzeniona głęboko w ciele, w krwi, w duszy.
Są rzeczy, które człowiek pamięta instynktownie: zapach ognia, chłód nocnej rzeki, gwiazdy odbijające się w czarnej tafli wody i to dziwne uczucie przynależności do czegoś większego.
Kiedyś podczas Nocy Kupały ludzie zbierali się nad wodą nie dla zabawy, lecz dla przemiany.
Rozpalali ogniska, splatali wianki z polnych kwiatów i ziół, śpiewali stare pieśni i patrzyli w płomienie tak długo, aż znikał strach.
Ogień tej nocy nie niszczył.
Oczyszczał.
Woda nie była zwykłą rzeką.
Była przejściem.
Dlatego skakano przez płomienie by zostawić po jednej stronie lęk, stare ciężary, to, co już nie służy.
Dlatego wchodzono do wody o północy by obmyć duszę z tego, czym człowiek już nie chciał być.
Litha w Kole Roku symbolizuje pełnię światła i pełnię życia.
To moment największej energii natury.
Sok w drzewach osiąga szczyt.
Zioła mają najsilniejszą moc.
Ogień staje się symbolem odwagi, działania i transformacji, a woda intuicji, uzdrowienia i głębi emocji.
I właśnie tej jednej nocy te dwa żywioły przestają być przeciwieństwami.
Spotykają się.
Rozpoznają.
Łączą.
Wyobraź sobie brzeg rzeki. Nie abstrakcyjny swój własny.
Może taki, który pamiętasz z dzieciństwa.
Może taki, którego nigdy nie widziałeś, ale dziwnie za nim tęsknisz.
Jest noc.
Niebo wciąż pozostaje jasne od letniego światła, a gwiazdy wyglądają, jakby wynurzały się spod wody.
Przed Tobą płonie ogień.
Nie wielki płomień, lecz żar czerwony, pulsujący, oddychający. Wyciągasz dłonie ku ciepłu i nagle widzisz dwa ognie naraz.
Jeden tańczy nad ziemią. Drugi odbija się nieruchomo w czarnej wodzie.
Ogień i woda patrzą na siebie.
I rozumiesz coś bardzo starego.
Nigdy nie były wrogami.
To ludzie zapomnieli, jak wygląda ta noc.
Wokół słychać śpiew.
Cichy, prosty, powtarzalny.
Taki, który uspokaja duszę.
Dziewczęta splatają wianki ze stokrotek, chabrów i bylicy.
Chłopcy dorzucają do ognia gałęzie dębu i piołun pachnący gorzko i dziko.
Wianek nie jest ozdobą.
To znak.
To pytanie zadane wodzie.
Rzucony na rzekę staje się odpowiedzią losu.
Jeśli płynie spokojnie – droga jest otwarta.
Jeśli kręci się w miejscu – coś jeszcze wymaga uwagi.
Jeśli tonie od razu – noc próbuje powiedzieć prawdę, której człowiek jeszcze nie chce usłyszeć.
I wtedy dzieje się coś najważniejszego.
Ktoś rozbiega się i przeskakuje przez ogień.
Nie nad małym płomieniem, lecz nad samym żarem. Iskry wybuchają wokół niego jak złote gwiazdy.
Ląduje po drugiej stronie boso i śmieje się – lekko, wolno, prawdziwie.
I nagle rozpoznajesz w nim siebie.
Tę część siebie, która jeszcze chwilę wcześniej się bała.
Która mówiła: „To nie dla mnie”. Tę, która była zmęczona, zamknięta, ostrożna.
A jednak skoczyła.
Bo tej nocy człowiek przypomina sobie, że został stworzony do życia, nie do ciągłego lęku.
Potem przychodzi woda.
Wchodzisz do niej powoli.
Przy brzegu jest ciepła od dnia, ale im głębiej wchodzisz, tym bardziej czujesz chłód.
Jakby pod powierzchnią wciąż mieszkała zima.
I nagle stajesz pomiędzy dwoma światami.
Między ogniem i wodą.
Między światłem i ciemnością.
Między tym, kim byłeś, a tym, kim się stajesz.
To właśnie jest Kupała.
Nie folklor.
Nie legenda.
Nie tylko święto.
To pradawne przypomnienie zapisane głęboko w człowieku.
Przypomnienie, że nie jesteś jedynie zmęczeniem, obowiązkami, lękiem i codziennością.
Jesteś czymś więcej. Jesteś miejscem, w którym spotykają się żywioły. Jesteś światłem i głębią jednocześnie.
I właśnie dlatego Litha w Kole Roku była zawsze czasem przebudzenia.
Momentem, w którym człowiek mógł spojrzeć w płomień i przypomnieć sobie własną moc.
21 czerwca zatrzymaj się choć na chwilę.
Zapal świecę.
Dotknij wody.
Spójrz w nocne niebo.
I pozwól sobie pamiętać.
Pamiętać, że wciąż jesteś częścią tej samej pradawnej pieśni, którą ziemia śpiewa od tysięcy lat.
Wdychaj.
Wydychaj.
Ogień i woda nadal się spotykają.
A Ty nadal jesteś pomiędzy nimi.
Kamila Kędzia